skraplam dotyk twoich ud
podlewam nim żółte róże
one tak czerwienieją od dołu
brakuje im codziennego słońca
tańcem rozsiewasz po kolejnych polach
liście o zapachu twoich włosów
rękoma odkopujesz w śniegu
mojego karku bazie drżące
roztopione wody opadają
starczają tylko na chwilę
najważniejsze że przepływają
przez te osiemdziesiąt formalności
przez sto osiemdziesiąt stopni
27.01.12
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz